Byłam już pewna, że odpoczynek z małym dzieckiem to tylko oksymoron. Nie, nie, nie! To jest możliwe! Niedawno wróciliśmy z najpiękniejszych wakacji z naszą córką. Naprawdę były to WAKACJE.  Udało nam się odpocząć. Czuję jakbyśmy odnaleźli Świętego Grala.
Odnaleźliśmy swój raj w małej rybackiej miejscowości na Sycylii. Balestrate okazało się naszym miejscem na ziemi. Zrezygnowaliśmy ze zwiedzania, planowania i tym podobnych rzeczy. Postanowiliśmy wieść powolne La Dolce Vita.

Zmiana planów

Początkowo plan był taki: wypożyczamy samochód i co trzy lub cztery dni zmieniamy hotel. Przejeżdżamy w ten sposób pół Sycylii. Potem pomyśleliśmy: Serio? Taka podróż może jest i fajna, ale dla nas leniwych do granic możliwości Państwa Wygodnickich, oznacza zero odpoczynku. Do tego życie na walizkach i ciągłe pakowanie. Muszę dodać, że konieczność pakowania walizek wywołuje u mnie stres i traumę porównywalną do konieczności spłacania kredytu zaraz po wypłacie. Taki stres co 3 dni + niespełna półtoraroczne, nadzwyczaj „żywe” dziecko. NIE!

Jednym kliknięciem odwołaliśmy wszystkie rezerwacje na bookingu i znaleźliśmy dom na cały pobyt. Wybraliśmy mało turystyczną wioskę rybacką Balestrate. Był to strzał w dziesiątkę!

Raj na ziemi

Balestrate to mała, nadmorska miejscowość, w której mieści się kilka restauracji, kawiarni i jeden plac (piazza), dla miejscowych bardzo  ważny. Centrum to urocze, stare kamienice z masywnymi drewnianymi drzwiami i okiennicami. Miasteczko położone jest na górskim zboczu. Wszystkie uliczki prowadzą w dół do morza. Do plaży trzysta metrów. Niesamowity widok!

Od 7.30 w knajpach siedzą Włosi pijąc cappuccino lub granitę (rozkruszoną, zamrożoną kawę). Do tego małe cannoli lub jakaś słodka bułeczka, np z czekoladą i pistacjami. Pistacje dodaje się tu do wszystkiego. Od słodyczy po krewetki.

Nikt się nie spieszy, nikt się nie denerwuje, na wszystko jest czas.

Od rana wąskie uliczki przemierzają na skuterach rybak i piekarz. Ten pierwszy sprzedaje świeże ryby, krewetki i mule. Drugi chleb. Komu nie chce się zejść na dół, spuszcza koszyk z pieniędzmi przez balkon, a sprzedawca pakuje co trzeba. Piękne! Jestem zawsze na TAK jeśli chodzi o upraszczanie sobie życia.

Slow Dolce vita

Dzięki naszej córce o 8 rano my również byliśmy już w kawiarni razem z Włochami. Pijemy kawę, zjadamy słodką bułkę. Ula otrzymuje darmowe ciasteczko lub wafelek do loda. Włosi kochają dzieci. Wystarczy, że Ula wyciągnie paluszek w stronę jakiegoś ciasteczka i zaraz trzyma je w dłoni. Free of charge. Potem idziemy na plażę. Rozkładamy kocyk i większość czasu spędzamy w cieplutkim morzu.

Po dwóch godzinach zmykamy do domu, robimy zakupy w lokalnym markecie, zaglądamy do sklepu rybnego i udajemy się do naszego mieszkania na świętą siestę. W trakcie siesty wychodzimy na lunch lub gotujemy sami. Ula śpi zmęczona po aktywnym poranku. Wreszcie mamy czas obejrzeć zaległe seriale. Po 17.00 kiedy upał lekko odpuszcza wychodzimy na kawę, potem plaża i kolacja lub wizyta w markecie.

Czujemy się jak w domu. Odpoczywamy. Jest pięknie.

Wieczorem Ula pada ok. 20.00. To jednak nie oznacza odcięcia nas od nocnego sycylijskiego życia. W Balestrate o tej godzinie (wszyscy!!!) mieszkańcy wynoszą przed domy stoły i krzesła i rozpoczynają dyskusje. Jest jedzenie, wino i długie, bardzo głośne rozmowy. My zamknięci w naszej sypialni, z deską włoskich serów i wędlin, butelką lokalnego wina czujemy klimat głośnej, włoskiej knajpy.

Okolica

Co dwa trzy dni czujemy, że zwolnione obroty trochę nam doskwierają. Wybieramy się na krótkie wycieczki w obrębie 100 km od Balestrate. Wybór miejsc jest ogromny.

Klimatyczne górskie miasteczko Scoppello, gdzie zjadamy najlepsze śniadaniowe kanapki ever. Starożytne miasto Segesta z nieukończoną świątynią i amfiteatrem. Monreale z piękną zabytkową katedrą, w której Ula odkryła co to echo. Całe szczęście we Włoszech dziecko może wszystko. Nie ma wstydu. Rezerwat Zingaro – byliśmy już przy wejściu, ale 20 minutowy spacer z wózkiem w pełnym słońcu i 40 stopniowym upale ostudził nasz zapał. Zawróciliśmy. W każdym razie jeśli ktoś nie jest tak jak my zwolennikiem rytmu super slow, to jest co robić. Wszystkie te miejsca znajdują się w odległości, którą można pokonać samochodem w 30 – 60 minut.

Slow Cooking

Uwielbiam gotować. Niestety pracująca matka ma mało czasu, żeby czerpać z gotowania przyjemność. Nie mówię tu o usmażonej na szybko jajecznicy albo ugotowanym makaronie. Chodzi mi o prawdziwe dania, z prawdziwych produktów, które wymagają czasu i zapału. Na Sycylii wreszcie czas się znalazł. Co do składników – ponownie – raj na ziemi. Zapach sycylijskich pomidorów, bazylii, warzyw. Coś wspaniałego. Świeże krewetki, kalmary, małże. Wszystko to jest na wyciągnięcie ręki. Spaghetti marinara, vongole w białym winie, krewetki z pomidorami i czosnkiem oraz kalmary z patelni. To było nasze codzienne menu, w którego przygotowaniu nabrałam wprawy. Gdy mieliśmy ochotę na coś innego szliśmy do knajpy. Jednak trzeba z tym uważać bo restauracje na Sycylii czynne są tylko do 15. Później arcyważna siesta, a wieczorem można coś zjeść dopiero od 19.00.

Każdy ma swoją Sycylię

W Balestrate każdy z naszej trójki znalazł coś dla siebie. Dla Pyńka to było espresso, najlepiej kilka razy dziennie w kawiarni przy barze. Esperesso we Włoszech kosztuje 50 centów, czyli nasze dwa złote. Nic dziwnego, że Włosi się od niego uzależnili. Rano często byliśmy świadkiem, jak ludzie zamawiali espresso na wynos, a barman przygotowywał je w małej, szklanej buteleczce po coca-coli lub toniku i przykrywał maleńkim plastikowym kubeczkiem.

Dla mnie Sycylia to przede wszystkim jedzenie i spokój. Owoce morza, świeże warzywa. Prosta i niezwykle smaczna kuchnia. Jedna z flagowych potraw Sycylii to spaghetii z pomidorami, czosnkiem, kaparami i anchois, a to wszystko posypane chrupiącą… bułką tartą. Nigdy bym na to nie wpadła. Ale jest pyszne. Druga rzecz, którą uwielbiam na Sycylii to apperitivo, czyli przystawki. Do każdego drinka dostajesz tu małą przekąskę. Chipsy, oliwki, orzeszki. Czasami apperitivo jest płatne, ale i tak kosztuje grosze. Śmieszne 1 euro od osoby i za to otrzymujemy talerz serów, bruschetty, wędliny. Piękne!

Ula codziennie odkrywała coś nowego. Pierwszego dnia był to bidet w łazience. Natychmiast wykąpała w nim wszystkie swoje zabawki. Powtarzała tę czynność codziennie przez dwa tygodnie. Główny plac zwany piazza, po którym biegają dzieci, a dorośli przyglądają im się z rozmieszczonych dookoła kawiarni, był dla Uli jak najlepszy plac zabaw. Plaża i ciepłe morze, z którego nie chciała wychodzić. Muszle po mulach zjedzonych przez rodziców. Nasze slow dla niej było wielką przygodą.

S.

Czy leci z nami bobas? Krótko i praktycznie o podróży samolotem

Close