Na macierzyńskim chciałam pisać dziennik. Coś, co kiedyś przekażę Uli jako pamiątkę naszego pierwszego wspólnego roku. Miałam nawet w planach stworzyć soundtrack do takiego dziennika. Listę piosenek, które natychmiast przywołują wspomnienia związane z córunią. Niestety lenistwo i zmęczenie uniemożliwiły realizację tego projektu. Przez większość macierzyńskiego nie przespałam w jednym ciągu więcej niż czterech godziny. Było ciężko. W jeden z takich ciężkich dni, powstał poniższy wpis do dziennika. Dzisiaj żałuje, że nie mam tego więcej.

Południe.

Ula jest po dwugodzinnej drzemce, tryska radością i jest najukochańszym bobasem na świecie. Bawimy się wesoło w akuku za firanką, potem sztuczka ze znikaniem z użyciem magicznej apaszki, basen z piłkami, oglądamy książeczki…jest 12.40. Ok, to od nowa. Tym razem Ula decyduje się na basen z piłkami, ale modyfikuje trochę zabawę i wyrzuca z niego wszystkie piłki po czym nakrywa się pustym basenem. Zbieram piłki, ona wyrzuca i tak całą wieczność czyli jakieś 10 minut. Bierzemy nowe książeczki, drewniane klocki i bawimy się fantastycznie.

Wybija 14.00.

Wspaniale! Za godzinę Uleńka pójdzie spać, a ja włączę jakiś durny program, poczytam nowego Vogue’a i powklejam do albumu zdjęcia z zeszłego roku. Miodzio. Wszyscy zadowoleni, dziecko spędza czas na zabawach, zaraz zje obiad, a ja będę mieć chwilę dla siebie. Wszystko zgodnie z planem. Dobra, 14.30 – włączamy bajki, Ula zjada obiad, przeciera oczy.

Punkt 15.00

Ula siedzi sobie słodko w nosidełku, ciamka smoczek i usypia. YES,YES, YES! Pozbywszy się kapci z nóg zasuwam w kierunku łóżeczka żeby ją odłożyć. Nagle Ula otwiera oczy, wygina się w nosidełku do tyłu i patrzy w sufit. Mijamy lustro, nasz kontur wygląda jak litera Y. Próbuję opanować sytuację śpiewając kołysankę i skacząc na piłce. W pewnym momencie Ula zaczyna się głośno śmiać i jest już pewne, że teraz nie zaśnie. Daję za wygraną. Spróbuję za pół godziny. Wtedy ponoszę drugą klęskę. Dobra, to za kolejne pół godziny. W międzyczasie nie mam już sił na zabawy w akuku, po prostu włączam TVkę na Baby TV i co jakiś czas zatrzymuję pędzącego w kierunku schodów bobasa.

16.30

Ula idzie spać. Nie cieszę się już na Vogue’a ani na wklejanie zdjęć, bo dobrze znam moje dziecko i stosując benchmark z ostatnich miesięcy wiem, że zaraz wstanie, potem padnie o 20.00, żeby o drugiej w nocy obudzić nas radosnym śmiechem. Pobawi się pstryczkami nad naszym łóżkiem. Zabawy potrwają do 4 lub 4.30 rano, po czym Ula zaśnie, żeby ponownie wstać o 6.00…

S.

Close