Jeszcze w ciąży dołączyłam do kilku grup facebookowych typu Mama w mieście – kupię/ sprzedam/zamienię. Początkowo byłam zafascynowana możliwościami jakie dają te grupy. Setki ofert, porad, opinii i oczywiście rzeczy dla dzieci, najczęściej mało używane i tanie. Czas pokazał, że te grupy mają też swoją ciemną stronę i służą wylewaniu hejtu, złości i frustracji, ale o tym w innym wpisie.

Przez dwa tygodnie sprzedawałam ubranka i rzeczy po córce w takich grupach. Z przykrością stwierdzam, że większość matek w necie, kupując body za 5 zł zachowuje się jak w sklepie Prady, gdzie zaraz wyda małą fortunę.

Jak naprawdę wygląda ta cała sprzedaż na FB?

Jako, że mój macierzyński dobiegał końca, a rzeczy Uli piętrzyły się już w szafie, na szafie, pod szafą i powoli zaczęły pojawiać się w mojej szafie, postanowiłam je sprzedać. Przynajmniej spróbować. Przecież setki osób robią to codziennie na FB – czemu nie ja. Wygramoliłam z szafy wielkie pudła ubranek i przystąpiłam do robienia zdjęć. Po dziesiątym zdjęciu mi się odechciało, ale wytrwałam jeszcze trochę i po 2 godzinach miałam sfotografowaną jakąś jedną trzecią szafy mojej rocznej córki.

Pierwsza myśl – kupuję jej stanowczo za dużo ubrań. Myśl druga – to robienie zdjęć to cholernie ciężka praca. Trzeba znaleźć kąt w domu z odpowiednim światłem, kąt gdzie akurat nie leżą ubranka, które czekają w kolejce do sfotografowania, kąt w którym akurat nie bawi się dziecko.  ogóle to najlepiej to robić jak dziecko śpi.

Podczas robienia zdjęć szlag trafił mnie kilka razy. Bodziak czy sukieneczka raz założone, a na fotografii wygląda jakby było wypłowiałe albo prane 100 razy. Przemieszczałam się więc z tymi szmatami w różne miejsca aby uzyskać efekt „może być” (jakiekolwiek przejawy perfekcjonizmu w tym zakresie umarły po 5 minutach od rozpoczęcia sesji…umarły wraz z zapałem).

Dobra, mam zdjęcia więc wrzucam

Już na tym etapie wiedziałam, że nie będę mieć czasu na stanie na poczcie z jedną sukieneczką więc stworzyłam z ubranek zestawy. Zestaw body, 20 sztuk – 30 pln. Ceny bardzo niskie żeby jak najszybciej pozbyć się zalegających w szafie ubrań.

Na początku ktoś od razu kupił dwa takie zestawy. Super, jakie to proste.

Jednak była to tylko zmyłka przed tym co za chwilę miało się wydarzyć… Nagle zaczęłam otrzymywać dziesiątki wiadomości „Poproszę o zdjęcie każdego bodziaka”, „Czy mogę wybrać trzy z dziesięciu, jaka cena?”, „Poproszę tylko o firmę „x” bo reszta ma zaniżoną rozmiarówkę”, „Czy te ubranka naprawdę są po jednym dziecku? Dlaczego taka niska cena?”, „Czy wysyłka może być za darmo?”.

WTF??????

Takie hocki klocki?

Sprzedajesz rzeczy, na które wydałaś sporo kasy za bezcen i jeszcze takie hocki klocki? Przez chwilę miałam ochotę odpowiadać na te komentarze, ale powstrzymałam się. Wiem do czego są zdolne matki w Internecie, więc nie miałoby to sensu.

Targowanie się o złotówkę, proszenie o 3 zdjęcia jednej rzeczy, wysyłanie wiadomości po czym milczenie, rezerwowanie i rezygnowanie bez słowa, umawianie się na odbiór i nie przychodzenie – to są najczęstsze praktyki. W mniejszości są mamy, które rozumieją, że kupują rzeczy używane i nie robią problemów. Przeważają matki, które jak mają wydać trzy dychy to musisz im poświęcić 3 godziny.

Pogodziłam się z faktem, że sprzedawanie ubranek w Internecie jest nie dla mnie. Nie mogę znieść takiego marudzenia.

Sprzedawałam tylko ludziom zdecydowanym, i nie marudzącym – tacy też są, ale jest ich mało.

Sprzedałam połowę tego co chciałam, resztę wrzuciłam do pojemników PCK, chociaż o tych pojemnikach krąży tyle mitów i nie wiem czy komuś pomogłam, czy zasiliłam jakiś lumpeks darmową dostawą. Wcześniej myślałam też o oddaniu ubranek do domów samotnej matki lub domów dziecka ale po kilku telefonach okazało się, że te miejsca wcale ich nie potrzebują, bo mają aż nadto.

TO w końcu facebook, a nie sklep

Dlaczego tak jest? Przecież matki, które kupują używane rzeczy na tych grupach, kupują też w sklepach. Znają ceny, znają realia, dlaczego więc, tak wiele z nich zachowuje się tak niekulturalnie i bez klasy.

Facebook został wymyślony jako platforma społecznościowa, do rozmów, kontaktu ze znajomymi i wymiany opinii. Nadal głównie do tego służy. Przy okazji można tam coś kupić lub sprzedać, jednak mam wrażenie, że wszystkie te grupy sprzedażowe są po prostu scrollowane z nudów. Bez zobowiązań można o coś zapytać, poprosić o zdjęcia a potem się nie odezwać. To w końcu facebook a nie sklep. Poza tym jeśli ktoś mówi, że coś kupi a ma to odebrać za tydzień, to najprawdopodobniej zda sobie sprawę, że aż tak bardzo tego nie potrzebuje. Może kiedyś fejs zamieni się w sklep i doda opcję rozliczania płatności, to by pewnie rozwiązało część problemów. Tylko czy ktoś by tego chciał?

Poradnik

Jeśli nadal chcesz sprzedać coś w Internecie, to:

– uzbrój się w  cierpliwość

– daj niską cenę

– najlepiej działa OLX i tam się kieruj!

S.

Close