Sycylijski chill. Ula bawi się w mafiosa na miejskim piazza, zabierając starszym dzieciom fury (czytaj jeździki) lub inne zabawki. Jej ofiarą pada mały, czteroletni chłopczyk. Jego mama przygląda się sytuacji z rozbawieniem, i tłumaczy synkowi: „piccola bimba – no capichi”! (tłumaczenie: mała dziewczynka, nie rozumie). Te słowa wzbudzają w małym Sycylijczyku jakiś rodzaj żalu, nad moją małą, nierozumną, córką i zaczyna się z nią bawić. Bo na Sycylii nawet dzieci kochają dzieci!

No limit

Na Sycylii dziecko może wszytko! Nie żartuje. Przede wszystkim dziecko może być dzieckiem jak najdłużej się da. Nikogo więc nie dziwi widok 5 latka w wózku ze smoczkiem. To standard. Duzi chłopcy i dziewczynki spacerujący za rękę z rodzicami? Jak najbardziej! Wszyscy to rozumieją i wspierają.
Pewnego dnia siedzieliśmy sobie w małej lodziarni, do której weszła kobieta z około 10 letnim chłopcem. Zapytała ekspedientkę, czy dziecko może skorzystać z toalety i czy mogłaby mu nalać wody z kranu do popicia tabletki. Ekspedientka z uśmiechem wskazuje toaletę po czym przynosi plastikowy kubeczek z wodą. Wyobrażacie sobie taką sytuacje w Polsce? Ja nie! W większości lokali za toaletę kazaliby zapłacić, a po wodę skierowaliby do najbliższej Żabki.

Sto lat!

Nasza „picolla bimba” szybko załapała, że wszystko jej wolno. Szkoda, że innych rzeczy nie łapie w takim tempie. Codziennie przesuwała granicę swojego zuchwalstwa trochę dalej, żeby zobaczyć co się stanie.
Pewnego dnia pojechaliśmy zwiedzać katedrę w Montreale. Ula zaraz po wejściu wydała z siebie naprawdę głośne „BAAA”, gdy usłyszała echo postanowiła eksplorować dalej, dodając też „LA” i inne dźwięki. Po chwili dostrzegła małe świeczki na schodach ołtarza. To te świeczki, za których zapalenie w zabytkowych kościołach musimy zapłacić od 1 euro w górę. Ula pognała do świeczek niczym błyskawica, oczy jej się zaświeciły, wydała z siebie przeuroczy chichot, po czym energicznie przykucnęła i zaczęła zdmuchiwać… jedną za drugą.  Stałam tam zaskoczona, próbując odciągnąć ją od ołtarza. Nawet nie wiedziałam, że ona umie zdmuchnąć świeczkę! Gdy kończyła rok, w ogóle nie załapała, że trzeba dmuchać na tort! Jak widać luz sprzyja rozwojowi.

Bobas lubi wybór

Innym razem siedzimy, a raczej biegamy za dzieckiem po plaży. Ula jest już po kąpieli w morzu i długiej zabawie w piasku. Próbujemy ją przekonać, żeby chwilę posiedziała z nami na kocu. Nagle wstaje i udaje się na sąsiedni kocyk, a w zasadzie nie na kocyk tylko leżak. Nasze dziecko postanowiło porzucić naszą marną szmatę na piasku i udała się do włoskich sąsiadów, którzy wyposażeni byli w leżaki i parasol. Poszła, usiadła na leżaku i siedzi. Nie woła nas, nie wraca. Po chwili otrzymuje od swoich gospodarzy ciasteczko i zadowolona sprawdza jak się siedzi na pozostałych krzesełkach. Przyglądam się temu z sąsiedniego koca i jestem zaskoczona reakcjami ludzi. Wszyscy dookoła zauroczeni, wskazują na Ulę i uśmiechają się serdecznie. Nie ma żadnej presji aby przyjść i zabrać dziecko. Niech się bawi!

Proud in Prada

Zwieńczeniem córkowych wyczynów, było wytarzanie się na podłodze w outlecie Prady. To też nie wzbudziło większych emocji, poza przyjaznymi spojrzeniami. Bo na Sycylii wszyscy kochają dzieci.  Nawet nastolatki! Nikt nie przechodzi obojętnie obok małego bobasa. Każdy musi powiedzieć komplement, pogłaskać, lub co już trochę upiorne, próbować pocałować (to zazwyczaj czynią sycylijskie staruszki). Dziecko ma być dzieckiem. Wszędzie. W sklepie, restauracji, kościele i w domu.

S.

Zobacz nasze usługi!

Close