Na forach internetowych znajdziecie tysiące produktów, które są “koniecznie i niezbędne” w wyprawce dla malucha. Kobiety w ciąży i matki, to według marketingowców najbardziej obiecująca grupa zakupowa. Czyli taka, której można wcisnąć wszystko. Część z tych rzeczy nie jest nam do życia potrzebna, a część wręcz zbędna. Podzielimy się z Wami naszymi wtopami w wyprawkowych zakupach.

aaa

ANTY wyprawka Moniki

1. Rożek – gdy byłam w ciąży, wszyscy mówili mi, że koniecznie muszę go kupić, albo najlepiej dwa. Oczywiście kupiłam  i… Nigdy nie użyłam. Gdy chciałam przytulić dzidzię, wolałam tulić ją do siebie bez dodatkowej warstwy dzielącego nas materiału. A do spania znacznie lepszy okazał się otulacz/tulik, który zapina się na suwak i dziecko się z niego nie rozkopie w 5 sekund po odłożeniu. Gdy poznałam tulika, Emilka zaczęła przesypiać całe noce. Tak tak, od 2 do 6 miesiąca życia spała nieprzerwanie od 23 do 9 rano! Do czasu, aż wyrosła z tulika 😉

2. Gąbki i myjki – zbieranina bakterii, którą trudno utrzymać w czystości. A poza tym, kiedy masz ślicznego dzidziusia i to naprawdę chcesz go myć myjką, czy ręką, by dziecko czuło Twój dotyk?

3. Buciki niechodki – te ładne i tanie z sieciówki dziecko ściągnie w 5 sekund lub same spadną. Te droższe są lepsze, łatwiej się je zakłada, dłużej utrzymają się na nóżce. Ja jednak zadaję sobie pytanie, po co je kupować, gdy stopa dziecka tak szybko rośnie, a maluch nawet nie chodzi?! Wystarczą mu skarpetki, a w zimę śpiworek z pełnymi nóżkami. Proste!

4. Łapki niedrapki – są dzieci, które drapią się mocno po buzi i wtedy niedrapki wydają się niezbędne. Moja córka do nich należała. Ale takie mini rękawiczki w sekundę spadają. I cały czas trzeba ich pilnować. Bardziej przydatne są pajacyki, które mają zawijane rękawy. Ja kupowałam takie w Next i byłam z nich bardzo zadowolona. A łapki niedrapki zostały na dnie szafy nigdy nie użyte.

5. Sterylizator do smoczka – gdy zostajemy mamami po raz pierwszy, wszystkiego się boimy. W szczególności zarazków, które czają się na nasze dziecko za każdym rogiem. Jednak im jest starsze, lub przy kolejnym dziecku, nie jesteśmy już takie bojaźliwe. Gdy smoczek upadnie, pyk, w sekundę wraca do buzi malucha. Gdy spadnie w zabrudzonym miejscu, wystarczy opłukać go wrzątkiem. Sterylizator okazuje się wtedy tylko zbędnym, zajmującym miejsce gadżetem.

ANTY wyprawka Sabiny

1. Kosz na pieluchy – mamy kosz w kuchni i drugi  w łazience. Czy naprawdę potrzebujemy kolejnego w pokoju malucha? Oprócz może jednej zalety, ma on znacznie więcej wad. Gdy kupiłam kosz na pieluchy byłam pewna, że potem może on służyć jako zwykły kosz. Ale po kilku miesiącach używania i po niezliczonej ilości pucowania i szorowania, smród tego gadżetu był tak nieprzyjemny, że kosz wylądował w koszu! Pamiętajcie też, że wydatek nie kończy się na kupnie kosza, wkłady do niego kosztują fortunę, a od razu idą “do kosza”. Są tańsze zamienniki ale zakładanie ich to męczarnia.

2. Ubranka z guzikami na plecach – czasami myślę, że osoby które projektują ubranka dla dzieci nie mają dzieci. Bo nie chodzi tylko o to, żeby było ładnie, ale też wygodnie. Dla nas i dla bobasów. Więc jak jesteśmy początkującymi rodzicami, najlepiej sprawdzą się dla nas body i pajace rozpinane kopertowo, a nie wymyślne bluzeczki, kombinezony bez żadnych guziczków zakładane przez głowę. Wiązanie kokardek, czy zapinanie guzików z tyłu też nie wchodzi w grę. Nie zapominajmy też, że dzieciom musi być wygodnie, skoro spędzają większość czasu na plecach. Dlatego guzikom z tyłu, ewentualnie kapturom, mówimy zdecydowanie nie!

3. Podgrzewacz do chusteczek – to nie jest tani gadżet. Do tego trzeba doliczyć koszt gąbek, które należy wymieniać i tak w ciągu tylko jednego roku robi się ładna trzycyfrowa kwota. Tylko po to, żeby chusteczka nie była za zimna? Serio? Pamiętajcie też, że podgrzewacz musi być podłączony do prądu, więc nie użyjecie go na spacerze.  

4. Łóżeczko – sklepy zasypują nas ofertami łóżeczek 60x120, które są nieprzydatne lub używane wyłącznie przez chwilę. Okazuje się, że przez większość czasu dziecko i tak śpi z nami, bo albo nie opanowaliśmy  sztuki odkładania niemowlaka do łóżeczka albo nie chce nam się wstawać co 2 godziny i maszerować do łóżeczka dziecka. Można od razu kupić łóżko 70x140, które starczy na kilka lat. Albo łóżko, które wymyśliła Sabina w swoim artykule o piekielnym łóżeczku TUTAJ.

5. Ochraniacz na łóżeczko – naukowcy wyraźnie mówią, że w łóżku niemowlaka nie powinno być żadnych poduszek, maskotek, ochraniaczy na łóżko. Są one po prostu niebezpieczne i mogą stanowić przyczynę uduszenia się dziecka, a także podduszenia czy zadławienia. Są to wypadki rzadkie, ale nie chciałabym żeby akurat, ten jeden przypadek na milion, przytrafił się nam. Dlatego lepiej niech sobie nabije guza!

6. Miś szumiś – czyli bardzo drogi miś, który szumi. Hipotetycznie ma usypiać dziecko. W praktyce nie wygląda to już tak prosto. Podobno u niektórych działa, ale u nas zupełnie się nie sprawdziło. Dlatego zanim zainwestujesz w misia, warto najpierw ściągnąć jedną z setek bezpłatnych aplikacji na telefon, które mają dokładnie tę samą funkcję. Większość z nich działa w trybie samolotowym.

Co myślicie o naszej anty liście? Też dałyście się nabrać na te “niezbędne” gadżety? A może uważacie, że Wam akurat się przydały? Dajcie znać, co według Was należy dopisać do ANTY listy, to dodamy do niej trzeci punkt – ANTY wyprawka naszych czytelników i będziemy go uzupełniać na bieżąco!

Monika

Cieszymy się, że tu zajrzałaś/zajrzałeś! A jeszcze bardziej będziemy się cieszyć, jeżeli:

– udostępnisz ten post dalej;

– polubisz nas na Facebook;

– będziesz nas obserwować na Instagramie.

Close